|
Obyczaje, przesądy, wróżby, zwyczaje...
Na ich temat krążą
skrajnie różne opinie i zdania. Ich przeciwnicy utożsamiają je z zabobonami, zaś
zwolennicy tłumaczą głęboko zakorzenioną tradycją. Ze zwyczajami, w większym lub
mniejszym stopniu mamy do czynienia na co dzień, ale te najbardziej
spektakularne towarzyszą rytuałowi zmiany stanu cywilnego. Wówczas nawet
najbardziej zagorzali przeciwnicy potrafią poddać się ich magii, ulec
nadprzyrodzonej mocy tradycji.
Różnorodne obyczaje towarzyszące przygotowaniom do uroczystości związanej ze
zmianą stanu cywilnego, jak również zwyczaje, których ściśle przestrzegano
podczas samego obrządku ślubu i wesela znane były ludzkości od prawieków,
niektóre już w czasach pogańskich. Wszystkie przekazywano pieczołowicie z
pokolenia na pokolenie w tym samym celu. Miały one zapewnić wieczne szczęście i
dostatek nowo tworzącej się rodzinie. Tym, którym nie szczęściło się w miłości
pozostawało wierzyć w przesądy oraz wróżby, mające dopomóc im w znalezieniu i
usidleniu tego-lub tej jedynej. Temu służyły talizmany, różne czary i zaklęcia
wypowiadane w ściśle określonych okolicznościach np. podczas obrzędów
towarzyszących hucznie wówczas obchodzonym świętom ludowym, takim jak święto
wiosny czy noc Kupały, później w noc sobótki, andrzejki, wreszcie w wigilie -
Bożego Narodzenia i Nowego Roku. W dawnych czasach dużą rolę odgrywały także
tajemnicze zioła, grzyby, a nawet włosy i krew dyskretnie dodawane do potraw
warzonych ukochanym, na podobieństwo dzisiejszych afrodyzjaków. Obyczaje w
poszczególnych regionach kraju i warstwach społecznych różniły się między sobą.
Na wsiach wróżąc samotnym pannom i kawalerom wykorzystywano dobrodziejstwa
natury; obserwowano zachowanie zwierząt, przyglądano się plonom, źdźbłom trawy,
niebu, księżycowi, migocącym gwiazdom, z których odczytywano zapisaną młodym
przyszłość. Przestrzegano, praktykowanego z resztą po dziś dzień, andrzejkowego
lania wosku i wystawiania pantofli za próg, jak również wkładania pod poduszkę
kartek z imionami kawalerów, puszczania na wodę świeczek itp. Z czasem w
miastach zaczęto korzystać z kart, wróżyć z kuli lub fusów. Jak wynika z
materiałów źródłowych, w zamierzchłych czasach również młodzi chłopcy uciekali
się do przeróżnych sztuczek i forteli, mających dopomóc im w zdobyciu ukochanej.
Także oni wypowiadali dziwne zaklęcia a swe wybranki poili napojami i karmili
potrawami z dodatkiem tajemnych ingrediencji. Dziewczęta i chłopcy, którzy w
taki czy inny sposób szczęśliwie się odnaleźli, mogli następnie przystąpić do
rytuału swatania. Polegał on na zagadywaniu (zwanym również rainami lub zamówką)
przez swata lub swatkę o sprzedaży jałówki lub innego zwierzęcia z gospodarstwa
rodziny ewentualnej kandydatki na żonę. Następnie według zwyczaju następowało
przyzwolenie i poczęstunek u krewnych dziewczyny. Swaty kończyły się
niepomyślnie, jeśli dziewczyna odmówiła wódki lub gdy w ramach poczęstunku
podano m.in. szarą owocową zupę albo słynną czarną polewkę. Przypieczętowaniem
zgody na ślub były - wódka i jajecznica oraz sowite wynagrodzenie (pieniężne lub
w naturze), przygotowane dla swata lub swatki. Młodzi mogli wówczas zająć się
przygotowaniami do uroczystości ślubnej, którym towarzyszyły kolejne zwyczaje.
Pierwszym etapem było wyprawienie hucznego przyjęcia (zdawin), podczas którego
młodzi wymieniali się pierścionkami, ustalali plan uroczystości ślubnej i
weselnej, rozdzielali obowiązki między bliskich i znajomych, wreszcie wróżyli
sobie nawzajem wspólną przyszłość. Następnie przechodzono do omówin (zapisu albo
ugadania) z rodziną przyszłego zięcia, regulujących sprawy majątkowe. Zgodnie ze
zwyczajem dziewczyna wnosiła posag, chłopak zaś wiano, czyli zapłatę za
specjalnie na tę okazję przygotowany wieniec (symbolizujące kupowanie sobie
żony). Wieniec w zależności od regionu przyjmował różne formy i nazwy np. rózga,
drzewiec, laska, wiecha. Rytuał wymiany wieńca na wiano odbywał się podczas
poczęstunku wydawanego przez rodzinę dziewczyny albo podczas wesela. Jak wynika
z tekstów źródłowych kiedyś, w zależności od regionu, wianem nazywano także
wyposażenie córki przez rodziców w dobra ruchome, zaś posagiem przekazywaną jej
przez nich ziemię. Istniało też pojęcie przywianka, czyli wszelkich dóbr
przekazywanych przez rodziców córce, względnie przyszłej żonie przez męża.
Obecnie między słowem wiano i posag nie istnieje istotna różnica na ogół znaczą
to samo. Wracając jednak do kolejności poprzedzających zaślubiny zwyczajów
trzeba wspomnieć, że po dopełnieniu warunków umowy (wcześnie wspomnianej
wymianie wieńca na wiano) wyprawiano zaręczyny, najczęściej w formie przyjęcia,
podczas którego młodzi przyrzekali sobie małżeństwo. Na początku zaręczyny
polegały na przypieczętowaniu umowy poprzez symboliczne łapanie się młodych za
ręce. Od tej chwili mówiono o nich jak o zaręczonych. Z czasem zamiast wieńca i
wiana wprowadzono wymianę pierścionków zaręczynowych. Podczas przyjęcia
zaręczynowego rodziny młodych miały sposobność bliżej się poznać, szczególnie
uważnie przyglądano się kandydatce na żonę, oceniając jej urodę, elegancję i
umiejętności w pełnieniu roli pani domu. W niedzielę, po uroczystości
zaręczynowej młodzi zwani dalej narzeczonymi udawali się do kościoła, by prosić
księdza o publiczne ogłoszenie w kościele zamiaru wstąpienia przez nich w
związek małżeński, czyli o tzw. zapowiedzi. Tego samego dnia, tradycyjnie
wyprawiano kolejne przyjęcie, najczęściej w miejscowej gospodzie. Na tydzień
przed planowaną uroczystością młodzi zapraszali osobiście, zwłaszcza co
zacniejszych gości m.in. rodziców chrzestnych, częstując ich ciastem i prosząc o
błogosławieństwo. Pan młody pojawiał się u swych krewnych i znajomych w asyście
drużby, panna młoda zaś w towarzystwie druhny. Przestrzegano zwyczaju, by
każdego przypadkowo spotkanego po drodze koniecznie umieścić na liście gości.
Kiedyś śluby wyprawiano głównie w niedziele.
Do dziś największą popularnością cieszą się terminy przypadające w Boże
Narodzenie i Wielkanoc jak też w miesiące, które w swojej nazwie zawierają
literę r, co nowożeńcom ma przynieść szczęście. Zdecydowanie omijano wyznaczania
daty ślubu w okresie wielkiego postu, adwentu oraz 1 kwietnia, czyli w prima
aprilis. W przeddzień ceremonii zaślubin kandydatka na żonę żegnała wolny stan
podczas rozplecin (nazwa wzięła się od rytuału rozplatania warkocza pannie
młodej) dziś, w zmodyfikowanej formie zwanych wieczorem panieńskim, narzeczony
zaś żegnał się z wolnością podczas zakrapianego alkoholem wieczoru
kawalerskiego, spędzanego wyłącznie w męskim gronie przyjaciół, rodziny i
znajomych. Tego samego dnia, dla odgonienia złych mocy i zapewnienia młodym
szczęścia, pod domem panny młodej tłuczono szklane przedmioty. Potłuczone
kawałki im było ich więcej tym lepiej, co do jednego musiała ona zebrać, tak by
w małżeństwie mogło dopisać jej szczęście.
Ostatnim godzinom przed uroczystością towarzyszyło przygotowywanie weselnych
potraw według staropolskich receptur (inne szykowano z myślą o obiedzie, inne na
wieczerzę), wicie wianka oraz pieczenie korowaja, czyli weselnego kołacza.
Rodzina panny młodej tradycyjnie dbała o koszty uroczystości kościelnej, weselne
potrawy, oraz ubiór i wyprawę córki, zaś bliscy młodego o jego odświętne
ubranie, alkohol i muzykę. Na kilka dni przed ślubem pantofle panny młodej
stawiano na parapecie, by miało czas zagościć w nich szczęście. W dniu ślubu
wkładano do nich monetę, aby zapewnić młodym dostatek. Z tego samego powodu
również pan młody miał obowiązek włożyć do kieszeni odświętnego stroju drobne
monety. Jako symbol czystości panna młoda zakładała suknię w kolorze bieli oraz:
coś niebieskiego (będącego znakiem wierności), coś nowego (symbolizującego
dostatek), coś starego (by mogła liczyć na pomoc swojej rodziny) i coś
pożyczonego (by zapewnić sobie życzliwość nowej rodziny). Pod suknię wkładała
bieliznę z zaszytą w niej skórką chleba lub kostką cukru by zapewnić sobie
dostatnie życie. Rozdarcia w sukni (by na młodych nie sprowadzić nieszczęścia)
nie zszywano ale spinano przy pomocy agrafek.
W dniu ślubu narzeczony przybywał po swą wybrankę do jej rodzinnego domu.
Towarzyszyło temu przejmujące pożegnanie, podziękowania, przeprosiny. Młodzi
klęcząc odbierali błogosławieństwo rodziców i symbolicznie sobie ślubowali
poprzez złączenie rąk ręcznikiem (rękowanie) dokonywane przez starostę albo
swata, po czym udawali się do kościoła. Według przesądu nie powinni byli po
drodze zatrzymywać się, ani tym bardziej zawracać z drogi, co mogło zagrozić ich
przyszłemu szczęściu. W kościele, którego próg młodzi powinni byli przekroczyć
prawą nogą, panna młoda nie mogła płakać ani odwracać się. To także mogło
stanowić przeszkodę na drodze do szczęścia. Przesądy dotyczyły również obrączek.
Nie można było np. dopuścić do ich upadku na posadzkę (co groziło nieszczęściem)
lub pomylić palca, na której miały się znaleźć (co groziło zdradą). Aby ustrzec
się w małżeństwie niemiłych niespodzianek, do bukietu ślubnego wybierano kwiaty
o szczególnym znaczeniu. Np. szczęście miały zapewnić konwalie, zdrowie irysy a
wierność fiołki. Po mszy przed kościołem młodzi byli rzęsiście obsypywani
monetami, które musieli zebrać, jeśli chcieli zapewnić sobie dostatek, następnie
odbierali życzenia od przybyłych na ślub gości.
W drodze powrotnej świeżo upieczone małżeństwo tradycyjnie napotykało przeszkody
w postaci tzw. szlabanów. Aby dotrzeć na wesele pan młody musiał wykupić się
wódką, często kilkakrotnie. Po przybyciu na miejsce młodzi byli witani przez
rodziców u progu domu panny młodej chlebem i solą. Po ucałowaniu chleba i
przyjęciu życzeń zapraszano przybyłych gości do wnętrza domu, gdzie rozpoczynano
huczną weselną biesiadę. Mąż przenosił żonę przez próg weselnego domu. Według
jednego zwyczaju po to, by mogła mieć lekkie życie, według innego by on mógł
rządzić w ich związku. Innym zwyczajem, jaki przetrwał w Polsce po dzień
dzisiejszy, jest powitanie świeżo poślubionych małżonków kieliszkami z wódką i z
wodą. Według wróżby to, które wybierze kieliszek z wódką będzie rządziło w
związku. Po spożyciu zawartości, młodzi tłuką kieliszki na szczęście. Hucznemu
weselisku, które często trwało kilka dni zawsze towarzyszyła wesoła zabawa
połączona z przyśpiewkami, tańcami i obrzędami (targi, łapanie welonu,
organizowane o północy oczepiny).
Pierwszy taniec tradycyjnie zarezerwowany był dla młodych. Ważne było, by nie
pomylili wtedy kroków, co mogło skutkować niezgodą w małżeństwie. Dawniej panna
młoda nim zatańczyła ze swym świeżo poślubionym mężem udawała, że utyka na jedną
nogę. Po uiszczeniu drobnej opłaty mógł z nią swobodnie zatańczyć. Urządzano też
tzw. biały wieniec, czyli tańce panny młodej z każdym z zaproszonych na wesele
gości. Za taniec musieli wnieść oni symboliczną opłatę. Udane weselisko było
zapowiedzią szczęśliwego życia w małżeństwie. By te szanse zwiększyć urządzano
poprawiny, które na podobieństwo wesela niekiedy również trwały kilka dni.
Obecnie granice między poszczególnymi zwyczajami zaczynają się zacierać,
przenikać z jednych regionów do drugich.
Wiele nowych, dotąd polskiej tradycji nieznanych jest bezkrytycznie
przejmowanych, najczęściej z kultury zachodniej. Tym bardziej warto znać genezę
własnych obyczajów, a te najpiękniejsze podtrzymywać i kultywować.
|